Czekałam na niego dość długo i przebierałam nogami z niecierpliwością. MINI kocham w każdej wersji, z każdym silnikiem i w każdym wariancie. Słabość do tej marki mam w krwioobiegu, bo jeździłam kiedyś starym Cooperem S. W trasie na Hel benzyna kończyła się w okolicach Elbląga, a do bagażnika wchodził namiot typu „chinka” i poduszka. Po „przewrocie” dziękowałam BMW za to, że nie tylko nie zepsuli legendy, ale nadali jej nowy wymiar. Gokartowa frajda z jazdy to slogan reklamowy, który nic a nic nie mija się z prawdą. Najfajniejsze jest to, że gokartowo jeździ się każdym MINI – i tym normalnym, i Countrymanem i Clubmanem, a rodzaj nadwozia w żaden sposób nie wpływa na poziom radości malującej się na mojej twarzy. A ponieważ MINI lubi zaskakiwać, do SUVa włożyli hybrydę z możliwością ładowania z gniazdka. Pomysł tak bardzo szalony, jak szalona jest natura tej marki. Czekałam więc sobie na niego aż wreszcie nadszedł TEN dzień, wyskoczyłam z domu i poprułam prosto do siedziby BMW. Countryman S E All4 Plug In popatrzył na mnie swoimi MINIakowymi ślepiami i już było po mnie.

Więcej na stronie: http://joannazientarska.com/2018/01/21/mini-hybrid-my-love/