Coś, co kiedyś wydawało się normalne, dziś staje się unikatem. Duży silnik zaczyna w dobie downsizingu dziwić i zaskakiwać. Mazda pozostała ostatnia na polu eksploracji porządnych motorów spalinowych i doprowadziła je do perfekcji. Za to ją kocham. I za „jinbaittai”, czyli japońską filozofię jedności konia z jeźdźcem. W przypadku Mazdy to czysta prawda i dotyczy wszystkich modeli. Jak oni to robią, że kierowca czuje się zespolony z autem tak mocno, jakby się w nim urodził? Cóż, mają swoje tajemnice… „Szóstka” jest jednak wyjątkowa (nie licząc MX-5 oczywiście!), bo łączy w sobie wszystkie zalety auta premium pozostając przy tym skromną i elegancką panią. Klasyka w nowoczesnej szacie.

Najświeższa odsłona Mazdy 6 anno domini 2017 jest majstersztykiem. Niezwykle urodziwa, przepięknie wykończona w środku i piekielnie ergonomiczna. W „szóstce” niczego się nie szuka, nic nie sprawia trudności. Wszystko zostało zaprojektowane tak, żeby człowiekowi było łatwiej i milej. I taki człowiek, czyli ja, cieszy się każdym kilometrem spędzonym we wnętrzu obszytym bielutką, miękką skórą (którą z resztą zupełnie łatwo się czyści, ku mojemu zdumieniu!). Mazdeczka wraz ze mną, moim bratem Maćkiem i jego „prawie” żoną Magdą wybrała się w podróż do Koruszki. To maleńka wioska obok Milicza, gdzie co roku spędzamy czas w ulubionym Ceglanym Domu. Magda zasnęła z tyłu wtulona w fotele, lekko przygnieciona sztalugą (!), którą uparła się zabrać. Nic nie było w stanie zmącić jej snu, bo po pierwsze – fotele wygodne, a po drugie – w „szóstce” zawieszenie idealnie tłumi nierówności. O przepraszam, raz Magda nie wytrzymała, bo postanowiliśmy z Maćkiem przesłuchać ostatnie dzieła Marylina Mansona. Doskonałe nagłośnienie aż się prosiło o ciężkie brzmienie! Ale po drastycznej interwencji i zmianie repertuaru Magda znów spała jak dziecko.

Więcej na stronie: http://joannazientarska.com/2017/08/10/mazda-6-ostatni-mohikanin/