Nikt nie wie, skąd bierze się chemia powodująca silne zauroczenie. Zakochujemy się nagle i gwałtownie albo spokojnie i stopniowo. Oczywiście próbujemy sobie racjonalizować fakty, że niby podoba nam się kształt oczu czy sylwetka. Prawda jest taka, że emocjonalne drżenie dopada nas zupełnie nie wiadomo skąd i wtedy nie ma już ratunku. Infiniti Q60 miało nade mną przewagę, bo do linii coupe zawsze miałam słabość. To typ uroczego drania w bardzo zgrabnym opakowaniu, a w środku zazwyczaj drzemie łobuz. Od razu wiedziałam, że go polubię. Nie przypuszczałam jednak, że tak mocno mnie opęta… Tym bardziej, że w moje ręce trafiła słabsza wersja z dwulitrowym sercem o mocy 211KM. Niby bez szału, a i tak zawładnął mną bez reszty.

Linia Q60 to kwintesencja tego, co lubię. Elegancja bez przesadnego przepychu, miękko zarysowany tył i piękny, długi przód. Połączenie muskulatury i lekkości. Męski, ale wrażliwy… no dobrze, trochę mnie poniosło. Przyjemne jest to, że Q60 nie da się pomylić z innym autem w tej klasie. Nie ma w nim zapożyczeń i próby przypodobania się fanom innych marek. I te intrygujące oczy! Może właśnie dlatego w reklamie wystąpił mroczny i piękny Jon Snow, czyli Kit Harington z serialu Gra o Tron. Kto oglądał, ten wie. Jon Snow pasuje do Q60 wprost idealnie. I jak się tu dziwić, że serce zadrżało mi jeszcze bardziej? To jeden z niewielu mężczyzn na świecie, którym pozwoliłabym na chwilę usiąść za kierownicą.


Więcej na stronie:http://joannazientarska.com/2017/08/01/dreszcz-emocji-co-q60-potrafi-zrobic-kobiecie/